Zamknij
REKLAMA

Prokuratura wyjaśnia okoliczności tragicznej śmierci. Mężczyzna konał kilkadziesiąt godzin

20:50, 06.02.2019 | Martyna Sokołowska
REKLAMA
Skomentuj

63-latek z Zagórza bardzo cierpiał i desperacko szukał pomocy. Krewni dwukrotnie próbowali dostać się do sanockiego szpitala, ale lekarka dyżurująca na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym nie widziała przesłanek, aby przyjąć na oddział chorego 63-latka. Kiedy po dwóch dniach mężczyzna trafił pod opiekę krośnieńskich specjalistów, na pomoc było już za późno. Zmarł w powodu sepsy. Okoliczności tego tragicznego zdarzenia wyjaśnia krośnieńska prokuratura.

Relacja rodziny zmarłego 63-latka jest dramatyczna. Wszystko zaczęło się w sobotę 2 lutego. Mężczyzna źle się czuł, skarżył się na silne bóle brzucha. Sytuacja była na tyle poważna, a objawy niepokojące, że rodzina zdecydowała się wezwać karetkę.

- Tata trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Sanoku. Obecna na oddziale pani doktor zbadała go i stwierdziła, że prawdopodobnie ma kolkę nerkową - mówi Piotr Pastyrzak, syn zmarłego 63-latka.

Z relacji rodziny wynika, że lekarka wykonała USG i zleciła badania krwi. Mężczyzna został przeniesiony na salę obserwacji.

- Tata bardzo cierpiał, dosłownie zwijał się z bólu. Poprosiłem pielęgniarkę o coś przeciwbólowego, ale w odpowiedzi usłyszałem, że lekarka niczego nie zapisała, więc nie może podać leku - opowiada Piotr Pastyrzak.

Mężczyzna miał dreszcze i drgawki, narzekał na ostry ból brzucha, zaczęły się duszności. Jego stan pogarszał się z minuty na minutę. Na SOR został wezwany chirurg. Badanie USG wykazało zmiany w okolicach pęcherza moczowego.

- Chirurg chciał skonsultować wyniki z lekarzem z oddziału wewnętrznego. Stwierdził, że ojciec musi zostać przyjęty do szpitala, tylko trzeba zdecydować na jaki oddział - opowiada syn zmarłego 63-latka.

- Po badaniach i konsultacjach na wewnętrznym pani doktor podała tacie kroplówkę i ku naszemu zdziwieniu wypisała go do domu z receptą na Nolicin, probiotyk i paracetamol - relacjonują krewni zmarłego 63-latka.

Mężczyzna został wypisany ze szpitala. Po drodze do domu rodzina wstąpiła do apteki, aby wykupić lekarstwa. Stan 63-latka znowu się pogorszył, zaczął wymiotować.

- Tata był już bardzo słaby, nie był w stanie o własnych siłach dojść do domu. Ponownie dostał strasznych boleści brzucha i dodatkowo nóg. Widać było, że bardzo cierpi - opowiada Michał Pastyrzak.

Krewni ponownie zadzwonili na SOR z pytaniem o to, co mają robić, bo stan 63-latka się pogarszał. Mężczyzna zaczynał tracić świadomość, miał problemy z mówieniem.

Podczas rozmowy telefonicznej doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy panem Piotrem, a lekarką.

- Mąż uniósł się i zapytał, jak można było wypisać pacjenta w takim stanie. W odpowiedzi od pani doktor usłyszał, że jeśli nie podoba nam się to, co robią, to możemy sobie zmienić lekarza - relacjonuje żona pana Piotra.

W międzyczasie szukali pomocy na SOR w Brzozowie, ale zostali poinformowani, że ze względu na poważny stan zagrażający życiu mężczyzny, muszą udać się na najbliższy oddział ratunkowy, który znajduje się w Sanoku. I tam też ponownie skierował ich dyspozytor 112. Ponownie wsiedli w auto i pojechali na SOR w Sanoku. Tutaj pomiędzy lekarką a rodziną pacjenta wywiązała się kolejna kłótnia.

63-latek ponownie nie został przyjęty do sanockiego szpitala. Żona pana Piotra o zaistniałej sytuacji powiadomiła sanocką policję.

Noc na SOR w Lesku

Rodzina pojechała z chorym 63-latkiem na SOR do Leska.

- Tata leżał na siedzeniu samochodu, kilka razy po drodze wymiotował. Mówił nieskładnie, nie bardzo wiedział co się dzieje, nie miał nawet siły z nami rozmawiać - relacjonują bliscy zmarłego 63-latka.

Na oddział mężczyzna został przyjęty około pierwszej w nocy.

- Lekarz poprosił nas o wypis z Sanoka i chyba się nim zasugerował, bo nie zlecił żadnych badań, podali jedynie leki. Powiedział, że tata zostanie na SORze, bo rodzi kamień.  

Byliśmy pewni, że zostawiamy go w dobrych rękach. Wierzyliśmy, że mu pomogą - mówi Karolina Banaś-Pastyrzak, synowa zmarłego.

Następnego dnia rano mężczyzna został wypisany z oddziału.

- Mówił, że czuje się nieco lepiej, ale od lekarzy dowiedzieliśmy się, że ból powróci, bo tata nie urodził kamienia - opowiada pan Piotr.

Rodzina dostała wypis i skierowanie do Krosna na urologię.

- Podczas podróży w samochodzie tata dostał drgawek. Ponownie zaczął słabnąć, nie był nawet w stanie siedzieć na fotelu. W domu wyczerpany położył się do łóżka i zasnął. Po niecałej godzinie się obudził, dostał duszności, a ból znowu się nasilił - opowiada Karolina Banaś-Pastyrzak.

Po ratunek do Krosna

Rodzina postanowiła szukać pomocy w szpitalu w Krośnie. - Po krótkiej rozmowie z lekarzami zapadła decyzja, aby przywieść tatę na oddział - mówi pan Piotr.

W okolicy Beska podczas podróży do krośnieńskiego szpitala mężczyzna zaczął słabnąć. Rodzina zdecydowała się pojechać na pogotowie w Rymanowie. Stąd 63-latek został zabrany karetką do szpitala w Krośnie. Tutaj jak wynika z relacji rodziny mężczyzną od razu zajęli się specjaliści, została wykonana pełna i szybka diagnostyka.

-  Okazało się, że w jelitach jest powietrze, a w moczowodzie kamień. Po kilku dodatkowych badaniach u taty zdiagnozowano sepsę. Kamyk od nerki zatkał moczowody mocz i bakterie dostały się do krwi - relacjonuje

Stan mężczyzny był bardzo ciężki. Był we wstrząsie septycznym, miał duszności, niskie ciśnienie i niewydolne nerki i serce, zapadł w śpiączkę. Trafił na Oddział Intensywnej Terapii, gdzie w poniedziałek rano miał przejść operację.

- Około siódmej wyjechaliśmy do Krosna, operacja była zaplanowana na ósmą. W połowie drogi brat zadzwonił do męża, że właśnie dostał telefon ze szpitala, że tata nie przeżył… - relacjonuje Karolina Banaś-Pastyrzak, synowa zmarłego mężczyzny.

- Od lekarki dowiedzieliśmy się, że przyczyną śmierci było nagłe zatrzymanie krążenia spowodowane posocznicą, wstrząsem septycznym oraz kamicą nerkową - informuje Piotr Pastyrzak.

Intruz na SORze?

Krewni zmarłego 63-latka są zszokowani zachowaniem lekarki z sanockiego SOR-u.

Mają też zastrzeżenia do zachowania personelu, który tego dnia pracował na oddziale ratunkowym.

- Na SORze w Sanoku człowiek czuje się jak intruz - zarówno pacjent jak i rodzina. Trzeba zapierać się nogami i rękami, aby ktokolwiek zechciał cię wysłuchał - najpierw w dyspozytorni, a później na oddziale. To naprawdę ciężkie zadanie dostać się na SOR… - uważa Michał Pastyrzak.

- Być może gdyby tatą wcześniej lekarze w Sanoku i Lesku zajęli się tak jak trzeba, nie znalazłby się w tak tragicznym stanie... - dodaje Karolina Banaś-Pastyrzak.

Sprawę bada komisja

Wyjaśnianiem zajścia na sanockim sorze zajmuje się wewnętrzna komisja powołana przez Henryka Przybycienia, dyrektora sanockiego szpitala.

-  Po uzyskaniu pierwszych sygnałów dotyczących możliwych nieprawidłowości w leczeniu pacjenta w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym SPZOZ w Sanoku w dniu 2.02.2019 r., wszczęto w SPZOZ w Sanoku wewnętrzne postępowanie wyjaśniające – zabezpieczono dokumentację medyczną pacjenta i powołano komisję, której zadaniem jest zbadanie i ocena działań podjętych przez lekarzy w zakresie diagnozy i leczenia pacjenta. Dalsze informacje w tej sprawie będę mógł przekazać dopiero po zakończeniu prac powołanej komisji - informuje w krótkim oświadczeniu dyrektor placówki.

Stanowisko wobec tragedii zajął także Robert Płaziak, dyrektor szpitala w Lesku.

- Przede wszystkim chciałbym przekazać rodzinie zmarłego pacjenta najszczersze kondolencje. Jest mi niezmiernie przykro w związku z zaistniałą tragedią - mówi dyrektor.

- Zgodnie z przyjętymi w naszej jednostce zasadami po uzyskaniu informacji o zaistniałym zdarzeniu została zabezpieczona dokumentacja i przeprowadzone rozmowy wyjaśniające z personelem. Wyjaśniam że, pacjent trafił do Leskiego Szpitala na SOR, w niedługim czasie po pobycie w innej jednostce leczniczej. W naszym szpitalu podjęto stosowne leczenie, rano pacjent opuścił SOR w stanie ogólnym dobrym, bez dolegliwości. Otrzymał skierowanie do dalszego leczenia w oddziale specjalistycznym, ponieważ SP ZOZ w Lesku nie posiada takiego oddziału specjalistycznego w swojej strukturze - wyjaśnia dyrektor leskiego szpitala.

Dokumentacja medyczna jak informuje dyrektor, została już przekazana prokuraturze.

Rodzina zmarłego mężczyzny o zaistniałej sytuacji poinformowała Rzecznika Praw Pacjenta, Ministerstwo Zdrowia oraz Narodowy Fundusz Zdrowia. Listy z opisem tragicznych wydarzeń wysłała także do Zbigniewa Ziobro, Prokuratora Generalnego oraz Patryka Jakiego, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Tragiczna śmierć pod lupą śledczych

Śledztwo mające na celu wyjaśnić okoliczności tego tragicznego zdarzenia zostało wszczęte we wtorek 5 lutego przez Prokuraturę Rejonową w Krośnie. Toczy się w sprawie, nie przeciwko osobie, co oznacza, że na razie nikt nie usłyszał zarzutów.

- W pierwszej kolejności musimy ustalić co się faktycznie stało, jakie były okoliczności tej śmierci, a dopiero potem można ewentualnie oceniać, czy ktoś przekroczył czy też nie dopełnił swoich obowiązków i czy zachował się prawidłowo, czy nie - wyjaśnia Beata Piotrowicz, rzecznik Prokuratury Rejonowej w Krośnie.

Śledczy badają dwa wątki - narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (przestępstwo z artykułu 160, par 2 KK) oraz nieumyślne spowodowanie śmierci (art. 155 KK). Oba przestępstwa zagrożone są karą od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

W czwartek (7 lutego) w Collegium Medicum w Krakowie odbędzie się sekcja zwłok zmarłego 63-latka.

Prokuratura wystąpiła z wnioskiem o zabezpieczenie dokumentacji medycznej wszystkich ośrodków zdrowia, w których przebywał zmarły 63-latek.

W najbliższym czasie będą też przesłuchiwani pierwsi świadkowie. Prawdopodobnie będzie też konieczność zasięgnięcia opinii biegłych medyków, którzy ocenią zasadność postępowania lekarzy, którzy przed śmiercią mieli kontakt ze zmarłym 63-latkiem.

 

(Martyna Sokołowska)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

Komentarze (5)

KasiaKasia

3 2

Skład kom szpitala ??????? Pani Piotrowicz t prokuratura okregowa 06:59, 07.02.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

IrenaIrena

4 2

Młoda lekarka, bez doświadczenia. Po kilku zdaniach dała się wyprowadzić z równowagi. Kto jak nie przełożony powinien odpowiadać? Sanockim szpitalem sam dyrektor nie da rady kierować - tu rządzą lekarze, od wielu już lat. Jak przed laty postawił się im, to go wywalono z posady. Pamiętacie? Panie Płaziak - czy Pan wie co to jest stan ogólnie dobry? Ten człowiek w takim stanie nie był - daleko mu było do takiego stanu. Papier wszystko przyjmie. Fakty są takie, że umarł człowiek. Nie w Sanoku, nie w Lesku, umarł w Krośnie. Z tego by wynikało że Krosno jest winne, a Sanok i Lesko zrobił wszystko co możliwe. Czasu nikt nie cofnie...Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie.... 13:43, 07.02.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

JaJa

4 5

Jedyna prawda w artykule jest to, że pacjent zmarł. RESZTA TO BEZCZELNE OSZCZERSTWA! 16:17, 07.02.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

dociekliwydociekliwy

2 2

Czy ta "lekarka" została już aresztowana aby uniemożliwić jej fałszowanie dokumentacji i mataczenie ? ? 20:28, 07.02.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

No comment No comment

0 2

Idiota 22:06, 07.02.2019


REKLAMA
© isanok.pl | Prawa zastrzeżone