Zamknij

I Zjazd Rodziny Kaznowskich w Jaćmierzu

10:06, 19.08.2019 | J.P
REKLAMA
Skomentuj

„Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

Dla darów nieba,

Tęskno mi Panie…”

 

Powyższy fragment „Mojej piosnki” Cypriana Kamila Norwida w pełni oddaje klimat I Zjazdu Rodziny Kaznowskich, który odbył się 20 lipca 2019 roku w Jaćmierzu. I bynajmniej nie chodzi tu o romantyczne idealizowanie ojczyzny, ale o potrzebę poznania miejsca, w którym od wieków żyli przodkowie: ich małej ojczyzny, ich wiary, tradycji, wartości, zwyczajów, codziennej pracy. Aby poznając historię przodków, móc wyrazić im wdzięczność, ale też lepiej poznać i zrozumieć samych siebie. Blisko 50 osób przybyło do Jaćmierza z odległych zakątków Polski oraz zagranicy, aby poznać swoje korzenie i - często po raz pierwszy - zobaczyć rodzinne strony swoich ojców. Burzliwa historia sprawiła bowiem, że członkowie rodziny Kaznowskich rozsiani są dziś po całym świecie.

Spotkanie rozpoczęło się powitaniem uczestników na tzw. "rymarowiczówce", uroczo położonej posesji w sąsiedztwie stawów i jaćmierskiego kościoła. Następnie goście mieli okazję podziwiać sięgającą przełomu XIX i XX w. tradycyjną zabudowę jaćmierskiego rynku oraz poznać historię okazałego pomnika „Poległym za wolność Ojczyzny 1914-1920” – szczególnego znaku w kontekście obchodzonego niedawno 100-lecia odzyskania niepodległości. Wiele uwagi poświęcono budynkowi starej szkoły oraz urokliwej przydrożnej kapliczce św. Jana Nepomucena, pochodzącej z połowy XIX stulecia. Uroku dodawały ukwiecone balkony i zadbane obejścia domów na zabytkowym rynku - dowód troski mieszkańców o dziedzictwo historii.

Centralnym punktem spotkania była msza św. odprawiona w intencji zmarłych z rodziny Kaznowskich, celebrowana przez członka rodziny, ks. Marcina Kaznowskiego, salezjanina, wiceprowincjała prowincji krakowskiej tego Zgromadzenia. Po liturgii przyszedł czas na zwiedzanie zabytkowego kościoła i odwiedzenie grobów bliskich. Na jaćmierskim cmentarzu urzekają wiekowe, granitowe mogiły, na których do dziś dojrzeć można ślady kul -  świadectwo burzliwej przeszłości i toczących się tu w czasie I wojny światowej dramatycznych walk. Swoiste epitafium wojny, ku przestrodze dla obecnych i przyszłych pokoleń.

Uczestnicy zjazdu udali się następnie na Posadę Jaćmierską, na ojcowiznę Kaznowskich, gdzie - co warte odnotowania - Kaznowscy nieprzerwanie gospodarują od ponad 230 lat, tj. co najmniej od 1788 r., z którego pochodzi najstarsza wzmianka na temat Kaznowskich na Posadzie (zgodnie z zachowanymi przekazami Kaznowscy najprawdopodobniej przybyli w tym czasie na Posadę z Kresów, ale dokładne okoliczności ich osiedlenia wciąż pozostają niewyjaśnione). Obecnie tradycje pracy na gospodarstwie z wielką troską i zaangażowaniem kontynuują Marek i Zofia Kaznowscy. Tutaj też można było zapoznać się z niezwykłą atrakcją regionu, jaką stanowią wciąż czynne kopanki ropy naftowej – świadectwo działalności w tym regionie Ignacego Łukasiewicza. W tym miejscu, z podwyższenia drogi łączącej Jaćmierz z Bażanówką, rozpościera się malowniczy widok na pokryte polami Doły Jasielsko-Sanockie, ograniczony od południa pasmem pięknego Beskidu Niskiego - dzisiaj spokojnego masywu gór, ale w czasie I i II wojny światowej miejsca niezwykle zaciętych walk o Przełęcz Dukielską. Walk, w których w czasie I wojny światowej brał udział także przodek i krewny uczestników zjazdu, Erazm Kaznowski.

Wieczorem odbyło się wspólne przyjęcie, połączone z prezentacją drzewa genealogicznego. Następnego dnia goście zwiedzili malowniczy przełom Wisłoka w Rudawce Rymanowskiej, miejsce osobistych wędrówek Karola Wojtyły, oraz skansen w Sanoku, gdzie niemal dosłownie mogli cofnąć się do czasów swoich przodków.

Wspaniałe spotkanie było okazją do wzajemnego poznania, wielu ciekawych rozmów i wspomnień. Okazało się, co zadziwiające, że w obu gałęziach rodu przez pokolenia przewijały się podobne profesje. Ważne miejsce w rodzinie zajmowała zawsze muzyka i gra na instrumentach. Szczególne miejsce w historii rodu zajmowali duchowni i oficerowie, i co warte odnotowania, tradycja ta jest stale kontynuowana. Wśród gości zaś obecni byli m. in. profesorowie wyższych uczelni, wykładowcy akademiccy, lekarze, prawnicy, inżynierowie, tłumacze i zawodowi muzycy. 

Nie mogło zabraknąć wspomnień o przodkach. Szczególnie życzliwie wspominany był ks. Zbigniew Kaznowski (1927-2001), doktor teologii, wybitny biblista i znawca wielu języków (w Biblii Tysiąclecia tłumacz Księgi Amosa, zaś w Biblii Poznańskiej - 1 i 2 Księgi Samuela), a dla wielu obecnych gości po prostu wspaniały człowiek i kochany wujek. Godna podziwu była heroiczna postawa przodków w chwilach próby - w walce z zaborcą, a później okupantem. Członkowie rodziny Kaznowskich walczyli m. in. w powstaniu styczniowym, w I wojnie światowej, w obronie Lwowa oraz na wielu frontach II wojny światowej. Przy tej okazji, zważywszy na przypadającą niebawem okrągłą rocznicę wybuchu II wojny światowej, warto wspomnieć choćby o jednym z nich - Adamie Kaznowskim. O jego heroicznej postawie w czasie II wojny, kiedy to po aresztowaniu przez NKWD i zesłaniu na Kołymę, przemierzył niemal pół Azji, by dołączyć do armii Andersa, a następnie szlakiem przez Persję, Irak i Palestynę dotrzeć w 1944 roku na wzgórza Monte Cassino...

Adam Kaznowski (1916-1965), urodził się we Lwowie jako syn Erazma i Apolonii z d. Nycz. Z zawodu magister filologii polskiej, nauczyciel gimnazjalny i wiolonczelista filharmonii lwowskiej. W rodzinnym domu na lwowskim Kleparowie wychowywał się wraz z trzema braćmi: Janem, Tadeuszem i wspomnianym wcześniej Zbigniewem. Jego ojciec Erazm walczył na frontach I wojny światowej oraz brał udział w obronie Lwowa, podczas której, zgodnie z przekazami, był jednym z dowódców obrony Kleparowa. Bracia Jan i Tadeusz w czasie II wojny światowej aktywnie walczyli w strukturach AK. Dość powiedzieć, że w książce Edwarda Jaworskiego „Lwów – losy mieszkańców i żołnierzy Armii Krajowej w latach 1939-1956”, mowa jest o ich rodzinie jako o „bohaterskiej rodzinie Lwowa”. Matka Apolonia zajmowała się domem i wychowaniem synów, z których każdy otrzymał staranne wykształcenie. Adam Kaznowski jeszcze przed wojną był aktywnym działaczem organizacji młodzieżowych. 29 kwietnia 1940 roku, w związku z działalnością w organizacji konspiracyjnej został aresztowany i uwięziony w „Brygidkach” i więzieniu zamarstynowskim. W swoich późniejszych relacjach wspomina o niewyobrażalnych wręcz torturach, jakim poddawani byli więźniowie przez funkcjonariuszy NKWD. Skazany na 8 lat obozów pracy, w grudniu 1940 roku został wywieziony do Starobielska, a następnie na Kołymę, do obozów położonych w odległej, północno-wschodniej części Syberii. Tam pracując w ekstremalnie trudnych warunkach, na wieść o formowaniu się polskiej armii na wschodzie, wywalczył zgodę na dołączenie do polskich oddziałów. 5 stycznia 1942 r. wyruszył statkiem z Magadanu do portu Nachodka, dalej do Władywostoku i koleją transsyberyjską do Barnaułu w Kazachstanie. 18 lutego 1942 w miejscowości Ługowaja dołączył do armii Andersa. Następnie, już z jednostką, dotarł do Persji, Iraku i Palestyny. W połowie grudnia 1943 roku wraz z 3. Dywizją Strzelców Karpackich trafił na Półwysep Apeniński, gdzie walczył pod Monte Cassino i brał udział w bitwach o Ankonę i Bolonię. W toku tych walk awansował na stopień podporucznika i został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Pod koniec 1944 r. został oddelegowany do organizowania szkoły średniej dla żołnierzy 3. Dywizji Strzelców Karpackich, gdzie zgodnie ze swoją profesją, uczył języka polskiego. Po wojnie, wobec prześladowań żołnierzy armii Andersa przez komunistyczne władze, pozostał w Wielkiej Brytanii. Z Anglią związał się do śmierci, tam poślubił Brytyjkę i doczekał się licznej rodziny. Zmarł nagle na atak serca w 1965 roku.

Biogram Adama nie byłby jednak pełny, gdyby nie wspomnieć o jego żonie, Helen Mary z d. Hughes, i jej godnej wielkiego uznania postawie po śmierci męża. W chwili niespodziewanej śmierci Adama, Helen Mary pozostała z szóstką dzieci, z których najmłodszy syn Andrzej miał zaledwie 3 miesiące. Zawsze jednak z troską dbała o pamięć o swym mężu. Co więcej, na podstawie zachowanych wspomnień starannie spisała jego wojenne losy. Dzisiaj jest to bezcenna rodzinna pamiątka, ale i niebywale wartościowe źródło wiedzy historycznej na temat obozów Kołymy i szlaku bojowego armii Andersa, z pewnością zasługujące na odrębną publikację. Helen Mary, mimo, iż sama nie miała żadnych związków z Polską, wychowała swoje dzieci na brytyjskich i polskich patriotów. I choć Adam Kaznowski nigdy na stałe do Polski nie wrócił, uczynili to jego dwaj najmłodsi synowie, również przybyli na zjazd w Jaćmierzu - Adam i Andrzej. W Polsce nauczyli się od podstaw ojczystego języka i tu założyli swoje rodziny. Można powiedzieć, że symbolicznie dopełnili szlaku bojowego swego ojca, a parafrazując słowa Norwida powrócili „do kraju tego...”, dla którego ich przodkowie poświęcili się bez reszty.

Pierwszy zjazd rodziny Kaznowskich z pewnością pozostanie w pamięci uczestników na bardzo długo. Spotkanie stało się okazją do wielu niezapomnianych wspomnień i wzruszeń, a być może okaże się również inspiracją do organizacji kolejnych, na których - co daj Boże - spotkamy się w jeszcze liczniejszym gronie.

Adam Kaznowski

 

KK

.

 

(J.P)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© isanok.pl | Prawa zastrzeżone