Zamknij

13. edycja Bieszczadzkiego lata z książką, wcale nie pechowa! (ZDJĘCIA)

22:01, 11.06.2019 | A.O
REKLAMA
Skomentuj

Już po raz 13 w Lesku odbyło się święto literatury i języka polskiego, czyli "Bieszczadzkie lato z książką". Każdy czytelnik mógł znaleźć coś dla siebie. Jak co roku, program był zróżnicowany pod względem tematyki. Oprócz spotkań autorskich pojawił się również koncert poezji śpiewanej.

Chcemy dbać o szeroko rozumianą animację regionalnego życia kulturalnego oraz zainteresowanie jak największej liczby czytelników współczesną polską literaturą. Książka jest skarbem, książka jest wiedzą i mądrością, której posiadanie obok siebie i w sobie wzbogaca każdego człowieka od najmłodszego dla najstarszego. Pozwala na głębsze spojrzenia na wszystko i wszystkich, którzy dookoła nas. Żyję z książką na co dzień, takie działania są mi bardzo cenne, dlatego też od samego początku objęcia przeze mnie funkcji Burmistrza Miasta wspierałem pomysł trzynastej już edycji wyrosłej z inicjatywy Pana Bogdana Szymanika, organizowanej we współpracy i z dużym wkładem finansowym Urzędu Miasta i Gminy Lesko – mówi Adam Snarski Burmistrz Leska..

Podczas wydarzenia wybitni polscy pisarze opowiedzieli o swojej twórczości i pasji. Frekwencja tego roku była rekordowa, a widzowie zadawali wiele pytań skłaniających do miłych dyskusji z prof. Jerzym Bralczykiem, prof. Lucyną Kirwil, Wojciechem Pszoniakiem, Michałem Ogórkiem, Katarzyną Grocholą, Grzegorzem Kasdepke oraz Agnieszką Taborską. Spotkania z nimi poprowadził równie znany dziennikarz - Jerzy Kisielewski.

Tradycyjnie, wydarzeniu towarzyszył kiermasz książki na świeżym powietrzu oraz koncert finałowy. Tym razem na deskach Bieszczadzkiego Domu Kultury wystąpił Daniel Gałązka z zespołem DGZZ. Muzycy zaprezentowali utwory skomponowane do tekstów Piotra Brymasa.

Dowiedzieliśmy się wiele ciekawych faktów  o naszych gościach :

 

Michał Ogórek nie ma litości dla Piłsudskiego

            „Jestem jak antyczny mebel przy Bieszczadzkim lecie, a mimo to odczuwam tremę” – przyznał Jerzy Kisielewski, wspominając, że opuścił tylko jedną edycję. Dziennikarz poprowadził pierwsze spotkanie – z Michałem Ogórkiem, który na wstępie pożalił się, że prof. Bralczyk, z którym zwykle występował, zdradził go z żoną. Rozmowa skupiła się na najnowszej książce felietonisty Sto lat! Jak w ostatnim stuleciu czciliśmy przywódców – nieszablonowej biografii ośmiu polskich przywódców, opisanych z ironią i nieraz złośliwie. Trzeba, jak skonkludował Jerzy Kisielewski, olbrzymiego talentu publicystycznego, ale i satyrycznego, by opisane postaci zamknąć spójnie w jednej książce. „Klucz miałem najpierw, potem szukałem zamka”– przyznał Michał Ogórek. Autor podzielił się z publicznością szczegółami ze swojej pracy i jak zwykle okazał się kopalnią anegdot. Piłsudskiego strącił z piedestału, wspominając, że zamykano szkoły za demonstracyjne nieczczenie imienia Józef w czasie imienin marszałka; oddał sprawiedliwość Bierutowi („Bardzo przyzwoity człowiek, fajnie się zachował, umarł w wieku 65 lat!”). Rozbawił zgomadzonych anegdotą o wywiadzie, którego Lech Wałęsa udzielał słynnej włoskiej dziennikarce Orianie Fallaci siedząc w wannie. Rozmowa, przerywana wybuchami śmiechu publiczności, upłynęła zbyt szybko. Mamy nadzieję, że Michał Ogórek odwiedzi Bibliotekę przy okazji następnych publikacjach, zwłaszcza że zapowiedział: „Ja do Leska w każdym momencie”.

 

Jerzy Bralczyk uważa, że kobiety są wredne

            Profesor już na wstępie rozmowy o napisanej z żoną Lucyną Kirwil książce Pokochawszy. O miłości w języku sprostował, że wcale nie wyszła ona tą publikacją z cienia, bo jest znanym i cenionym w środowisku (nie tylko polskim) agresologiem. I że to on nieraz funkcjonuje jako „mąż profesor Kirwil”. Książka Pokochawszy... mogła wcale nie powstać, gdyż autorzy – małżeństwo z wieloletnim stażem – mają zupełnie inne systemy pracy. Lucyna Kirwil poprawia swoje teksty dziesiątki razy, Jerzy Bralczyk nie. „Zadaję sobie pytanie, czy na pewno jestem mądrzejszy niż w momencie, gdy coś napisałem” – stwierdził, dodając, że jest fanem form zaprzeszłych (tytuł to imiesłów przysłówkowy uprzedni) i jeśli w jakikolwiek sposób podtrzyma ich używanie, jest usatysfakcjonowany. Cała rozmowa – o miłości, rytuałach w związku, słowach „kocham cię” – upłynęła w sympatycznym klimacie błyskotliwego małżeńskiego przekomarzania. Dodatkowo można było wysłuchać zwięzłego miniwykładu o miłości w literaturze poszczególnych epok. Oczywiście wszystko w doskonałej polszczyźnie!

 

Katarzyna Grochola cieszy się z tego, co ma

            Jedna z najbardziej poczytnych autorek w Polsce nie chciała pisać kolejnej pogodnej „grocholowatej” książki i tym razem skupiła się na mrocznej stronie swoich bohaterów. Powieść Zranić marionetkę to jej pierwszy i być może nie ostatni kryminał. Publiczności zdradziła patent na czytanie „zakazanych książek”, który miała w dzieciństwie z bratem (zamienianie okładek z lekturami), wyjaśniła genezę nazwisk bohaterów najnowszej książki („Wszyscy jesteśmy w lesie, stąd nazwiska od zwierząt lub od drzew”), na prośbę czytelników przeczytała wiersze, które napisała jako nastolatka („Jakby co, to się wyprę!”) oraz wyrecytowała z pamięci wypracowanie-dyktando, za które – ku jej ogromnemu rozżaleniu – nigdy nie dostała oceny („Hucuł nieznany hodował hipopotamy...”). Przyznała, że pisze w samotności i bardzo szybko („Bo to jedyna rzecz, którą umiem robić”), ale na pewno nie napisze niczego, co odebrałoby jej nadzieję. Spotkania autorskie, takie jak w Lesku, mają dla niej ogromną wartość.

 

Wojciech Pszoniak nie czyta książek!

            Ale tylko wtedy, kiedy uczy się roli. Wtedy z pasją gotuje. Zresztą uczenie się na pamięć uważa za najgorszą stronę aktorstwa. Rozmowę z ostatnim gościem tej edycji Bieszczadzkiego lata z książką – aktorem teatralnym i filmowym, reżyserem i pedagogiem – poprowadził pomysłodawca całej imprezy Bogdan Szymanik.

            Wojciech Pszoniak przedstawił swoją definicję aktorstwa, której od 50 lat jest wierny – to komunikowanie tego, co się z nami dzieje, w sposób niewerbalny, poprzez emocje. Dużo jeździ ze spektaklami (może kiedyś odwiedzi z którymś Lesko...) – chętnie kupiłby budę cyrkową i podróżował po świecie. Występował na deskach teatrów polskich, francuskich, angielskich i szwajcarskich, ale najbardziej wymagająca jest dla niego ta publiczność, która wie, po co przyszła; najcenniejszym zaś moment ciszy, która dźwięczy – życzy jej każdemu aktorowi. Opowiedział o pierwszej roli filmowej, w czasie której został ochrzczony smołą (Noc anioła 1970), a także o perypetiach z wydaniem audiobooka Profesor Tutka. W tym roku aktor obchodzi bowiem 50-lecie swojej pracy artystycznej i nagraniem audiobooka z opowiadaniami Jerzego Szaniawskiego (którego subtelność ogromnie ceni) chciał je uczcić. Na prośbę publiczności przeczytał, a raczej fenomenalnie odegrał, jedno z nich.

 

Zdjęcia i informacje pochodzą z biura Promocji i Turystyki w Bieszczadach  

(A.O)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© isanok.pl | Prawa zastrzeżone