30 młodych ludzi z Sanoka, gimnazjalistów i licealistów, odbyło sześciodniowy rejs wokół Wysp Kanaryjskich. Wspaniałą wyprawę dzień po dniu zrelacjonował do nas Paweł Stefański, dyrektor Gimnazjum nr 1 w Sanoku i organizator wyprawy.
Rejs odbył się w dniach 19-27 listopada. Trasa wiodła od Santa Cruz deTenerife poprzez Valle Gran Rey na La Gomerze, Santa Cruz De La Palma i Santa Cruz de Tenerife.
19.11 (czwartek) Dla większościuczestników pobudka o 1.00 i wyjazd o 2.30 rano nie stanowiłproblemu. Po 12 godzinnej podróży busem oraz samolotemwylądowaliśmy na Teneryfie. Powitało nas słońce, gorący wiatr,palmy i pan z karteczką Mr. Stefansky. Był to kierowca, któryzawiózł naszą grupę do oddalonego o godzinę jazdy z lotniskaportu Santa Cruz de Tenerife gdzie cumuje, STS Kapitan Borchardt. Napokładzie przywitała nas załoga stała w składzie KapitanKrzysztof Mazurkiewicz, Anna Krawczyk - oficer wachtowy, Witold Jeż - główny mechanik, Marek Chabera - bosman, Adam Gonsierowski -kucharz, Karolina Winiarska - załoga, Andrzej Szemieta - załoga.
Po zejściu pod pokład do naszych kajut okazało się, że telewizjai filmy kłamią :( nie ma sal balowych, przestronnych korytarzy iolbrzymich łóżek. Jest za to wąska, starannie zapełniona izaplanowana przestrzeń życiowa (że tak ujmę). Następne dnipokazały jednak, iż w kajutach spędzamy baaardzo mało czasu.Punktem centralny gdzie toczy się życie jest pokład i mesa. Popierwszym posiłku zapoznaliśmy się rozkładem pomieszczeń nastatku oraz ogólnymi informacjami na jego temat. Wieczorem poszliśmywszyscy do miasta odetchnąć powietrzem i atmosferą WyspKanaryjskich. Po powrocie czekała nas pierwsza noc na pokładzie.Ciężko było zasnąć, bo każdego nurtowały pytania co będziejutro? Czy damy radę?
20.11 (piątek) Zaraz po śniadaniu nasza30 osobowa grupa została podzielona na 4 wachty i od razu ruszyliśmydo pracy, rozpoczęła się tradycyjna Happy Hour czyli godzina dlastatku (sprzątanie). Potem wszyscy odbyliśmy szkolenie z olinowaniai nazw żagli, po obiedzie jeszcze tylko szkolenie z PPŻ i padahasło - przed kolacją wypływamy!!!
Wszyscy ruszyli na swojestanowiska. I - czekamy. Najpierw, aż zacumuje jakiś tankowiec, apotem, aż zaholują do portu jacht z zepsutym silnikiem. Wychodzimyza główki portu, stawiamy żagle i się zaczęło, Armagedon! Naoceanie fala przelewa się przez pokład, a nasze nieprzyzwyczajoneżołądki odmawiają posłuszeństwa i oddajemy Neptunowi właśniezjedzoną kolację. Dopiero po kilku godzinach wyspa zasłania nas odfal i możemy iść spać, choć część z nas zostaje spać napokładzie (na wszelki wypadek, bo w łazienkach pod pokładem niewolno wymiotować.
21.11 (sobota) Ranek wita nas pięknąpogodą i wiatrem, płyniemy równo i cieszymy się rejsem.Większość z nas chorobę morską ma już za sobą. Robimy sobiefotki, włazimy na bukszpryt, poprawiamy ustawienia żagli, klarujemyliny, sterujemy. Nagle słychać okrzyk "delfiny na lewej burcieod dziobu!". I faktycznie, duże stado, jakby specjalnie dla nas, urządza pokaz skoków przed dziobem. Łapiemy za aparaty ifotografujemy, bijąc brawo przy co ładniejszych skokach.
Wreszcie po 24 godzinach na oceaniedopływamy do wyspy La Gomera, do portu Valle Gran Rey. Jest jużwieczór więc po kolacji mamy czas tylko na wyjście do portu byspróbować lokalnej kuchni. Po powrocie śpimy na pokładzie.
22.11 (niedziela) Rano znowu słońce i30 stopi Celsjusza (zaczynamy się przyzwyczajać). Zaraz pośniadaniu gonimy na lokalną plażę i kąpiemy się po raz pierwszyraz w oceanie. Po obiedzie zwiedzamy miasteczko, robimy drobne zakupyi powrót na żaglowiec. Wieczorem wypływamy w kierunku La Palmy.
23.11 (poniedziałek) Po spokojnej nocy i12 godzinach rejsu dopływamy do portu Santa Cruz de la Palma. Zarazpo zacumowaniu i zrobieniu porządków biegniemy na oddaloną o 10minut drogi plażę. Tym razem jest to wspaniała plaża przy nadotwartym oceanem. Woda ma 25 stopni, fale biją o brzeg, a w głębipływają kolorowe ryby. Część z nas nurkuje, część skaczeprzez fale, a pozostali się opalają. Wszystkich fascynuje czarny,wulkaniczny piasek. Po obiedzie połowa załogi idzie jeszcze naplaże, a druga zwiedzać cudowne miasteczko. Ponieważ noc spędzamyw porcie, wszyscy wieczorem idą jak prawdziwi południowcy domiasteczka na lody i coś zimnego do picia. Znowu śpimy na pokładzie:)
24.11 (wtorek) Po śniadaniu (i szybkimwypadzie na plażę) odbywamy szkolenie z ratownictwa pełnomorskiego.Szkolenie przeszliśmy jeszcze w Sanoku na basenie ale tym razem mamyprawdziwy ocean i prawdziwy statek. Jeszcze przed obiadem wypływamyw drogę powrotną. Przed nami 30 godzin rejsu.
25.11 (środa) Wieczorem przybijamy doportu Santa Cruz De Tenerife. Ostatnie godziny rejsu ciągnęły sięw nieskończoność bo ze względu na wiatr od dziobu płynęliśmyna silniku. Przynajmniej widoki były ładne. Po dopłynięciupakowanie, ostatni raz wychodzimy wieczorem do portu. W nocy trudnozasnąć. Rozmawiamy, wspominamy wydarzenia z rejsu, wymieniamy sięwrażeniami.
26.11 (czwartek) Pobudka 7.00 sprzątanie,odprawa z kapitanem i rozdanie opinii z rejsu. Jeszcze tylkopożegnanie z załogą stałą (w 7 osób robią dla nas hiszpańskąfalę :) i ruszamy na lotnisko. W połowie drogi, na autostradziepsuje się bus. Po 20 minutach przyjeżdża drugi. Lotnisko, wsiadamydo samolotu i po 30 minutach czekania okazuje się że tym razemzepsuł się samolot. Zostajemy na Teneryfie jeszcze jeden dzień!Przewoźnik funduje hotel :)
27.11 (piątek), Opuszczamy hotel o 5.30i jedziemy na lotnisko, tym razem bez przeszkód Katowice, Sanok, dom:)
Podczas naszego pobytu poznaliśmyludzi, kulturę i zabytki Wysp Kanaryjskich. ZobaczyliśmyKanaryjskie krajobrazy i poznaliśmy historię ich powstania.Zobaczyliśmy delfiny, płaszczki i wiele ryb. A co najważniejsze, poznaliśmy lepiej sami siebie. Nasze ograniczenia i naszą siłę.
Celem rejsu było równieżzaktywizowanie młodych ludzi do działania. Pieniądze na rejszbierali np. poprzez 1%, wykonywanie drobnych prac sąsiedzkich,pracę wakacyjną, odmawianie sobie kupna gadżetów czy nowychrzeczy i odkładanie pieniędzy w ten sposób zaoszczędzonych narejs. Wszystko po to by przygoda na którą się samemu zapracowało,smakowała bardziej :)
Do następnego rejsu, Ahoj!
Paweł Srefański
Autorem zdjęć jest Olivier Szwast
0 0
No ładnie !
A ja się pytam gdzie byli wtedy ich rodzice !!! ???
0 0
Coś pięknego! Pozdrawiam całą załogę. Jestem pełen podziwu dla pracy Pawła Stefańskiego. Tak trzymać, Paweł!!!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu isanok.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz